Dzisiaj czytam ...

„Miłość made in China” Dorian Malovic

miłość made in china

Cześć, kochani!

Czy pisałam Wam już o tym, że od stycznia uczę się języka chińskiego? To dla mnie wielkie wyzwanie, ale też ogromna przygoda i frajda 🙂 Poznaję nie tylko język, ale kompletnie inną kulturę, historię, tradycje, zwyczaje, wierzenia narodu o których nie miałam pojęcia. Czuję się trochę tak, jakbym czytała jakąś fantastyczną książkę i tylko chwilami uświadamiam sobie, że to wszystko dzieje się naprawdę. I to chwilami jest porażające…

Tak jak wstrząsające jest czytanie książki „Miłość made in China” autorstwa Doriana Malovica. Jeszcze jej nie skończyłam, dlatego dzisiaj chcę tylko powiedzieć Wam parę słów o tej pozycji, a pełną recenzję z moimi przemyśleniami opublikuję, gdy doczytam tą historię do końca.

Książka, jak widzicie na zdjęciu, pochodzi z mojej osiedlowej biblioteki. Od razu wpadła mi w oko, ogromnie byłam ciekawa jak wyglądają związki damsko – męskie w kraju środka. To, co opisuje autor, jest jednak delikatnie mówiąc… szokujące. Przede wszystkim kobieta ma dużo niższy status w społeczeństwie niż mężczyzna, narrator wielokrotnie powtarza, że dziewczynki wychowywane są jako posłuszne, delikatne, całkowicie podległe mężczyznom istoty – najpierw ojcu, potem mężowi, a na końcu synowi. Po 25 roku życia, kobieta niezamężna jest postrzegana jako coś zdecydowanie gorszego, tak zwana resztka z którą musi być coś nie tak, skoro nie znalazła jeszcze swojej drugiej połowy. Aranżowanie małżeństw przez rodziców jest na porządku dziennym, młodzi mogą nawet nie widzieć się przed ślubem – ich uczucia nikogo nie obchodzą. Małżeństwo jest swoistym kontraktem – liczy się pieniądz, wysokie stanowisko w pracy, samochód, mieszkanie. Chińscy mężczyźni nie potrafią mówić o swoich uczuciach, zbliżenia w małżeńskiej alkowie mają charakter czysto fizyczny i trwają najkrócej jak to możliwe…

Na tym na razie skończę, bo takich zdumiewających faktów jest w książce o wiele więcej. Generalnie, obraz chińskiej miłości, który przedstawia autor, jest bardzo ciężkostrawny. I chwilami trudny do zrozumienia – na przykład to, że na wsiach i w biedniejszych obszarach kraju, przemoc wobec kobiet jest normą, a do bicia żony nakłaniają nawet tradycyjne chińskie przysłowia…

Zawsze byłam bardzo daleka od generalizowania i uprzedzeń. Uważam za fundamentalny błąd przypisywanie jakiemuś narodowi konkretnych cech typu: wszyscy Polacy to pijacy, a wszyscy Niemcy to pedanci – są Polacy, którzy piją i tacy, którzy alkoholu nie dotkną, są Niemcy lubiący porządek i tacy, którzy żyją w bałaganie … Nie chcę więc zgodzić się na wizję kraju, który przedstawia w tej książce Malovic. Zgadzam się, że chińska kultura jest zupełnie inna od naszej, że ludzie mają inną mentalność, trochę inaczej widzą świat – ale każdy człowiek jest z natury dobry, instynktownie nie chce drugiemu wyrządzić krzywdy – a na koniec, wszak to sama biologia pcha nas do szukania miłości, wiązania się i zakładania rodziny.

Zakładam, że autor chciał napisać ciekawą, kontrowersyjną książkę, dlatego opisał przypadki wstrząsające i szokujące. Wierzyć mi się zaś nie chce, że przytoczone zachowania mogą być powszechne i stanowić „normę”…

Jeśli choć troszkę Was zaciekawiłam, mam nadzieję, że przeczytacie moją recenzję, która pojawi się już niedługo.