Recenzje - biografie, dzienniki

„Kukuczka” Dariusz Kortko, Marcin Pietraszewski – recenzja

  • fotblog1Tytuł: Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście
  • Autor: Dariusz Kortko, Marcin Pietraszewski
  • Wyd. Agora 2016
  • Str: 399

Już patrząc na książkę o Kukuczce przeczuwałam, że będzie doskonała i nie rozczarowałam się. Wiele wspaniałych zdjęć oraz fragmenty pamiętnika wielkiego himalaisty, alpinisty i taternika. Dla mnie osobiście – wielkiego człowieka.

Jako drugi na Ziemi, zaraz po Reincholdzie Messnerze, wywalczył Koronę Himalajów i Karakorum. Oznacza to, że zdobył wszystkie czternaście głównych szczytów, o wysokości ponad osiem tysięcy metrów.

fotblog2

Tematyka gór jest mi bardzo bliska. Kocham je, ale wspinaczka mnie przeraża, a mój podziw dla wspinaczy jest bezgraniczny. Chętnie czytam o zdobywaniu szczytów, a więc również o tragediach i dramatach, które są nieodłączne przy tego rodzaju pasji. Bardzo przeżywam takie książki i trudno mi pojąć, jak można ryzykować życie, żeby zdobyć jakikolwiek szczyt. Jest to dla mnie swoisty thriller.

Kukuczka zapytany na ten temat mówi, że nie ma odpowiedzi na uparcie przez wielu stawiane pytanie o sens wypraw w wysokie góry. Nigdy nie odczuwał potrzeby takiej definicji. Szedł w góry i pokonywał je. To wszystko.

fotblog3

był niewysokim, małomównym, ale uparcie dążącym do celu mężczyzną. Miał nieprzebrane zasoby wytrzymałości fizycznej i psychicznej. Śmierć jednak czyhała w pobliżu. Dookoła ginęli w wyprawach koledzy, czasem przyjaciele. Mimo to, a może dlatego, nasz bohater był głęboko wierzący. „Od śmierci w dolinach zachowaj nas Panie” – te słowa, modlitwę często powtarzał.

fotblog4

Zakochany w górach, starał się dorównać Reinholdowi Messnerowi, włoskiemu wspinaczowi. Oczywiście wtedy odezwało się „polskie piekiełko”. Zaczęto wyrzucać Kukuczce, że robi wszystko dla popularności, że nie bierze udziału w przygotowaniach do wypraw, a przyjeżdża na gotowe. Wdrapuje się na szczyt i odchodzi, często nie mając pieniędzy na odpowiednie opłaty.

Mówiono też, że był jak maszyna. Parł do przodu. Miał do tego predyspozycje fizyczne i psychiczne. Jednocześnie nie był typem sportowca. Zjadał puszkę golonki i wtedy mówił – dopiero teraz jest mi dobrze. W rozmowie z ukochaną i jedyną żoną – Celiną – uspokajał: nie bój się, ja wrócę. I wierzyli, ona i obydwaj synowie, Maciek i Wojtek.

fotblog5

Chciał jeszcze zdobyć południową ścianę Lhotse – jeszcze tylko tę, a potem spokojne życie – tak mówił, gdy wyruszał na ostatnią wyprawę.

Odpadł od tej wymarzonej, południowej ściany 24 października 1989 roku. Spadł w dwukilometrową przepaść, a ciała jego nigdy nie odnaleziono.

Grób Jerzego Kukuczki jest pusty, a sam bohater uznawany jest za najwybitniejszego himalaistę XX wieku. Mówiąc najkrócej, jeszcze parę dni po przeczytaniu książki, nie mogłam myśleć o Kukuczce bez ściśniętego serca. Taka szkoda i żal …

Gorąco namawiam, przeczytajcie książkę. Póki żyje pamięć – żyje człowiek!

fotblog6

Zapraszam do wysłuchania recenzji oraz fragmentu książki „Kukuczka. Opowieść o najsłynniejszym polskim himalaiście”