Recenzje - powieści obyczajowe

„Zanim się pojawiłeś” Jojo Moyes – recenzja

fotblog1

  • Tytuł: Zanim się pojawiłeś
  • Autor: Jojo Moyes
  • Wyd. Świat Książki 2016
  • Stron: 382

Cześć! Muszę Wam się przyznać, że do książki Jojo Moyes pt. „Zanim się pojawiłeś” podchodziłam z dużym dystansem i jakiś czas poleżała ona u mnie na półce, zanim po nią ostatecznie sięgnęłam. Ta zwłoka spowodowana była przede wszystkim tym, że książki z gatunku romansów jakoś do mnie nie trafiają. Mam wrażenie, że wyrosłam już z bajek o księciu na białym koniu, romantycznej miłości i ognistej namiętności.

Lubię czuć, że coś we mnie zmienia, porusza jakiś mały kamyczek, który może być początkiem lawiny myśli i emocji ( jak u Egan w „Zanim dopadnie nas czas”) lub może być drgnięciem tylko jednego małego kamyczka, ale to już wystarczy. Z takich małych śladów po przeczytanych książkach tworzą się w moim sercu i umyśle okna, które otwierają się następnie na światy o istnieniu których nie miałam wcześniej pojęcia.

fotblog2

Wracając do książki Jojo Moyes, myślałam, że będzie to typowe love-story. Zaczęłam czytać i wszystko się zgadzało. Ona – młoda, 26-letnia Louise Clark, roześmiana, rozgadana, troszkę ekscentryczna – zwłaszcza jeśli chodzi o sposób ubierania się. Wrażliwa, delikatna, odpowiedzialna, przywiązana do rodziny, a jednocześnie będąca wulkanem emocji, impulsywna i szczera aż do bólu. On – Will Traynor, młody bóg, przystojny, diabelnie inteligentny, bogaty, obyty w świecie i w skutek nieszczęśliwego wypadku od dwóch lat przykuty do wózka inwalidzkiego.

Lou zaczyna u niego pracę jako dama do towarzystwa. Swoim uśmiechem i autentyczną troską burzy mur, jaki zbudował wokół siebie chłopak, rodzi się między nimi uczucie i chciałoby się rzec, wszystko zmierza do szczęśliwego końca.

fotblog3

Otóż, moi drodzy, to jednak nie ta książka. Powiem Wam, że z każdą przeczytaną stroną, powieść wciągała mnie coraz bardziej, a jej zakończenie autentycznie mnie rozbiło. Potrzebowałam ciszy, czasu i spokoju by przemyśleć, o czym tak na prawdę jest ta historia.

Jojo Moyes napisała książkę o życiu. O tym, że jest ono niesamowicie kruche i ulotne i bardzo łatwo je stracić. Dlatego, póki możemy, trzeba czerpać je pełnymi garściami, korzystać z każdej danej nam chwili. Nie bać się podejmować nowe wyzwania., ryzykować, korzystać z okazji – bo kolejnej szansy możemy nie mieć. Próbować wszystkiego. Realizować swoje marzenia i niczego nie żałować.

Tego właśnie Will próbował nauczyć Louise. Przekonywał ją, że ma żyć pełnią życia i takie jest też, moim zdaniem, przesłanie tej książki.

fotblog4

tak krótko jesteśmy na tym świecie i nie wiemy co będzie jutro. Skończmy z wiecznym zamartwianiem się o rzeczy najczęściej tak błahe, że nie warte naszych myśli. Cieszmy się każdym kolejnym dniem i „wyciskajmy go jak cytrynę”. Uczmy się, poznawajmy świat i codziennie róbmy coś nowego, czego wcześniej nie doświadczyliśmy.  Celebrujmy życie, bo mamy je tylko jedno!

Dodam jeszcze, że film, który powstał na podstawie książki jest według mnie doskonałą jej adaptacją. Główna bohaterka, grana przez Emilię Clarke jest właśnie taka, jak powinna być Lou. Nie jest ani doskonała, ani piękna, ale ma potencjał o którym mówił Will. Może rozkwitnąć, tylko musi przestać się bać i żyć dla innych.

Jojo Moyes w bardzo delikatny sposób poruszyła też w książce problem eutanazji i pokazała co czują bliscy osoby, która decyduje się na taki krok, oraz jak to jest odbierane przez innych, żyjących w zgodzie z religijnymi przykazaniami, ludzi. Chyba każdy z nas musi ten problem przemyśleć w sobie i wypracować podejście zgodne z naszymi wewnętrznymi przekonaniami. Pamiętajmy jednak, że nic tu nie jest czarno-białe. Są tylko odcienie szarości, a zanim się w nie zagłębimy, żyjmy wszystkimi kolorami świata!

Zapraszam na wysłuchanie recenzji oraz fragmentu książki Jojo Moyes pt. „Zanim się pojawiłeś”.